wtorek, 24 lipca 2012

Risotto z kwiatami cukinii


Trochę mnie tu nie było, bo zaczęły się wakacje i miło jest spędzać je w pewnym oddaleniu od komputera. Jednak już trochę odpoczęłam i siedząc na morzem Bałtyckim przeglądam archiwum z fotografiami i postanowiłam uzupełnić przepisy o bardzo letnie, bo nad Bałtyk też wreszcie zawitało lato.
Na początek przepyszne risotto z kwiatami cukinii. Kwiat cukinii to dla mnie symbol początku lata. 


Są delikatne, zakończone maleńką cukinią (żeńskie, męskie nie) i tylko trudno je zdobyć. Ja mam swoje zaufane źródło, ale wiem, że warto czasami zagadnąć znajomego sprzedawcę na targu i zamówić u niego kwiaty. Oczywiście najlepiej wyhodować je samemu, na własnym kawałku ziemi.
Kwiaty najprościej podać smażąc je w cieście naleśnikowym, do którego dodaliśmy białe wino albo piwo (1 jajko, mąka, białe wino i sól).  Kwiaty zanurzamy w cieście, strząsamy nadmiar i smażymy w głębokim tłuszczu na rumiano z obu stron. Osączmy na papierowym ręczniku i spryskujemy odrobiną zimnej wody z solą morską. Podajemy od razu. To znakomita przystawka.
Przepis na risotto znalazłam natomiast w książce, która niedawno się ukazała,  „Dwaj łakomi Włosi”, Antonio Carluccio i Gennaro Contaldo. Polecam wszystkim miłośnikom kuchni włoskiej.
A risotto wyszło boskie, zjedliśmy całe od razu.  Można je zrobić tylko z samych cukinii, też będzie dobre.
Warto się potrudzić i ugotować najpierw prawdziwy, domowy bulion drobiowy. Wystarczy kawałek kurczaka, włoszczyzna, pieprz ziarnisty, liść laurowy, sól. Z reszty bulionu robimy zupę, albo zamrażamy na następne risotto.

Risotto z kwiatami cukinii

Potrzeba:
2 l bulionu drobiowego
2 ząbki czosnku
2 łodygi selera naciowego
1 marchewkę
1 cebulę
50 g masła
5 łyżek oliwy
240 g ryżu carnaroli lub arborio (carnaroli jest zankomity, do dostania w naszych sklepach)
2 małe cukinie
50 g parmezanu
5 kwiatów cukinii


Seler, marchewkę i cebulę kroimy w drobną kostkę. Bulion podgrzewamy prawie do wrzenia i trzymamy na małym ogniu, tak żeby cały czas był gorący. Rozgrzewamy na dużej patelni oliwę. Wrzucamy pokrojoną cebulę i kiedy się zeszkli dodajemy marchewkę z selerem. Podduszamy na niezbyt  dużym ogniu parę minut. Dodajemy posiekany czosnek. Wrzucamy ryż i mieszając smażymy minutę. Dolewamy dwie chochle bulionu i mieszając co chwilę gotujemy ryż. Jak wchłonie płyn dolewamy następne dwie chochle i postępujemy tak aż ryż będzie miękki. W połowie gotowania dodajemy do ryżu pokrojoną w kostkę cukinię. Może się zdarzyć, że nie zużyjemy całego bulionu, to zależy od ryżu. Risotto powinno być po ugotowaniu płynne. Dodajemy masło i mieszając czekamy, aż się rozpuści. Doprawiamy do smaku solą i świeżo zmielonym pieprzem. Posypujemy posiekanymi kwiatami i startym parmezanem. Natychmiast podajemy.


Oczywiście można też użyć bulionu z kostki, ale to jednak nie to samo.
Kiedy nie używamy kwiatów warto dać o jedną cukinię więcej.
Cukinie powinny być małe, najwyżej wielkości ogórka, takie są najlepsze.

niedziela, 10 czerwca 2012

Szparagi zielone, szparagi białe

Jeszcze są. Skończył się co prawda maj, ale jeszcze 10 dni, dwa tygodnie, będziemy się mogli nimi cieszyć. Nie będę ukrywać, że po prostu uwielbiam szparagi.


Od początku maja praktycznie codziennie zjadam albo zielone, albo białe. Są podobno bardzo zdrowe, mają dużo witaminy C i kwasu foliowego, a oprócz tego mało kalorii. I białe i zielone to ta sama roślina tylko różny sposób uprawy. Białe rosną w kopcach czyli pod ziemią, zielone wyrastają ponad ziemię. Zielone są bardziej intensywne w smaku, białe są zdecydowanie delikatniejsze. Zielonych nie musimy obierać, białe tak. W obu przypadkach najpierw trzeba obłamać zdrewniałe końce. Ja robię to w ten sposób, że łapię szparag za dwa końce i delikatnie przełamuję. Powinien pęknąć dokładnie w miejscu gdzie kończy się zdrewniała łodyga. I zielone już można gotować. Białe trzeba obrać. Najlepiej obieraczką do warzyw, tak do 1-2 cm poniżej główki.


W obu przypadkach wrzucamy szparagi do gotującej się, osolonej i odrobinę pocukrzonej wody. Gotujemy od zagotowania zielone 4 minuty, białe 7 minut. Wtedy są jędrne i nie rozgotowane.
Ważne jest miejsce zakupu i świeżość szparagów. Najlepsze są ledwo co zebrane. Czyli prosto od producenta. Kiedy kupujemy w sklepie zwracajmy uwagę na wygląd końców. Jeśli są popękane i bardzo suche to takie szparagi na pewno zostały zebrane dawno temu. Przechowujemy je w lodówce zawinięte w wilgotną ściereczkę.
A to moje ulubione przepisy:

Szparagi z szynką

 pęczek białych szparagów
gotowana szynka w plastrach
majonez
szczypiorek
sól

Szparagi  obieramy i gotujemy wg tego co powyżej. Studzimy. Plaster szynki smarujemy majonezem i zawijamy w każdy dwa szparagi. Pakuneczek zawiązujemy szczypiorkiem. I już. To klasyka, ale jaka pyszna! Szynka musi być najlepsza jaką możemy kupić.




 Zielone szparagi z białym sosem z bazylią

2 pęczki zielonych szparagów
1 obrana cebula
1 ząbek czosnku
6 plasterków wędzonego boczku
2 łyżki orzeszków piniowych
200 ml śmietany 30 %
3 łyżki posiekanej świeżej bazylii
oliwa
sól, świeżo mielony pieprz 

Szparagom obłamujemy zdrewniałe końce. Wrzucamy do gotującej się, osolonej wody i gotujemy od zagotowania 4 minuty. Odcedzamy. I układamy na półmisku.
Śmietanę zagotowujemy z posiekanymi liśćmi bazylii. Gotujemy około 10 minut. Odstawiamy do ostygnięcia. Do sosu nie dodajemy ani szczypty soli!
Przed podaniem podsmażamy na oliwie posiekany drobno boczek, posiekaną w kostkę cebulę i drobno posiekany czosnek.
Na suchą gorącą patelnię wsypujemy orzeszki pinii i rumienimy je. Uwaga, lubią się przypalać!
Szparagi posypujemy podsmażonym boczkiem. polewamy sosem i po wierzchu posypujemy orzeszkami, świeżo mielonym pieprzem i od razu podajemy.
Ten przepis to absolutny hit wśród moich pomysłów na szparagi. Robię go w sezonie kilka razy i za każdym razem sukces murowany.






Białe szparagi z salsa verde


2 pęczki białych szparagów
pęczek natki pietruszki
pół pęczka świeżej bazylii
1 jajko ugotowane na twardo
1 ogórek kiszony (nie korniszona i nie konserwowy!)
3 fileciki anchois
2 ząbki czosnku
 oliwa z pierwszego tłoczenia
sól i świeżo mielony pieprz


Szparagi obieramy i gotujemy w osolonym wrzątku. Studzimy.
Wszystkie składniki salsa verde wkładamy do malaksera i miksujemy na gładki sos. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Sos dobrze jest zrobić wcześniej i trzymać w lodówce, żeby się "przegryzł".
Szparagi polewamy sosem i podajemy. Są boskie! A salsa verde nadaje się do wielu innych rzeczy, takich jak gotowane mięso, ryby lub warzywa.



Pappardelle z Pawii czyli cudowny makaron z zielonymi szparagami


500 g pappardelle
pęczek ugotowanych zielonych szparagów
200 g wędzonego łososia
1 cebula
6 pomidorków daktylowych lub 1 normalny pomidor
1 ząbek czosnku
świeża papryczka chili lub kawałek zwykłej czerwonej papryki
250 ml śmietany 30 %
2 łyżki masła
2 łyżki posiekanego koperku
2 łyżki posiekanej świeżej bazylii
świeżo starty parmezan
sól, świeżo zmielony pieprz

Cebulę i wyciśnięty ząbek czosnku szklimy na maśle. Dodajemy pokrojonego łososia. pokrojone w 2 centymetrowe kawałki szparagi i pokrojone w kostki pomidorki (w wersji bez chili razem z pomidorami dodajemy posiekaną w kostkę paprykę). Jeśli używamy dużego pomidora trzeba go sparzyć, obrać ze skórki i wydrążyć. Polewamy śmietaną i dusimy 10 minut. W tym czasie gotujemy makaron. Do sosu dodajemy posiekaną papryczkę chili, koperek, bazylię i sól. Ugotowany makaron mieszamy z sosem, posypujemy świeżo zmielonym pieprzem i parmezanem.
Kiedy pierwszy raz przeczytałam ten przepis pomyślałam, że można by z tych składników zrobić co najmniej trzy różne sosy do makaronu. Kiedy jednak spróbowałam zrobić go pierwszy raz oniemiałam z wrażenia. Jest perfekcyjny. Przepis pochodzi z jakiegoś starego dodatku do Gazety Wyborczej. Wymyśliłam też wersję dla dzieci, które niekoniecznie lubią chili, ale wersja na ostro jest zdecydowanie najlepsza. W razie czego podaję chili w płatkach do posypania dla tych co lubią ostro.



poniedziałek, 14 maja 2012

Crumble z bananów i mango

Crumble to klasyczny angielski deser. Wariantów tyle ile owoców. Praktycznie każde owoce można zapiec pod pyszną kruszonką. Kruszonkę można robić z różnych rodzajów mąki, dodawać do niej cukier trzcinowy, orzechy, płatki itp. Klasyczny crumble jest z jabłek, ale taki smakuje raczej jesienią. O tej porze roku kiedy nowe owoce dopiero się pojawiają świetne będzie crumble z bananów i mango. Dodatek imbiru i owoców nerkowca nada mu jeszcze bardziej egzotyczną nutkę. Jest naprawdę świetny. Niedługo napiszę o crumble rabarbarowym, po nadszedł już maj i czas rabarbaru.

Potrzeba:


4 banany
2 owoce mango
łyżeczkę mielonego cynamonu
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
2 łyżki masła
3 łyżki cukru trzcinowego


na kruszonkę:
100 g mąki
100 g cukru trzcinowego
100 g masła
50-60 g posiekanych orzechów nerkowca

Banany kroimy w plasterki, mango w kostkę. Mango ma w środku bardzo twardą pestkę, trzeba je obrać ze skórki i potem okrawać dookoła po plasterku, aż dojdziemy do pestki. Taki sposób krojenia zobaczyłam kiedyś w jakimś programie kulinarnym i odtąd skończyły się moje kłopoty z krojeniem mango.
Owoce z cukrem dusimy 5-10 minut na patelni z roztopionym masłem. Dodajemy cynamon i imbir. Przekładamy do prostokątnej ceramicznej formy do zapiekania.


Składniki kruszonki wkładamy do misy od miksera i robimy kruszonkę. Masło przed włożeniem kroimy na małe kawałki. Z braku miksera kruszonkę zagniatamy palcami w misce.
Posypujemy owoce kruszonką i wstawiamy na około 30 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (termoobieg). Pieczemy aż wierzch będzie ładnie przyrumieniony.


Podajemy po 15 minutach z lodami waniliowymi albo śmietaną.


sobota, 12 maja 2012

Brik czyli wspomnienie z Bliskiego wschodu

Niedawno wróciłam z Izraela. Wrażeń tyle, że trzeba czasu, żeby wszystko się ułożyło. Podróż do Ziemi Świętej to przede wszystkim ogromne przeżycie duchowe. Jest to też jednak  spotkanie z "tyglem" kulturowym jakim jest dzisiejszy Izrael. I to nie tylko ze względu na jego mieszkańców, ale również odwiedzających ten kraj turystów i pielgrzymów.


Tak wygląda Jerozolima widziana z góry Oliwnej.

A to pustynia Judzka. Pusto, góry, upał i czyste błękitne niebo.

Ale Izrael to też Galilea i jezioro Genezaret. To moje ulubione miejsce.

Nad jeziorem Genezaret można odwiedzić ruiny Kafarnaum, miasta w którym mieszkał i nauczał Jezus.

A to sadzawka w krużgankach kościoła Rozmnożenia Chleba i Ryb.

 I na koniec prawdziwie biblijny posiłek. Ryba św.Piotra i chleb. Ryba to tilapia, takie ryby żyją w jeziorze Genezaret. Tilapię można też dostać w Polsce. Ryba była upieczona na grillu i była pyszna. A wszystko w kibucu Ein Gev na południowym brzegu jeziora.

Po powrocie z Izraela miałam ochotę na mocne, bliskowschodnie smaki i postanowiłam upiec brik, czyli tunezyjskie pierożki ze specjalnego ciasta. Ciasto na brik można bez problemu dostać w sklepie Leclerc na warszawskim Ursynowie, można też użyć greckiego ciasta filo, które pojawiło się ostatnio w niektórych supermarketach. Nadzienie to mieszanka ziemniaków, marchewki, szpinaku i tuńczyka, z absolutnie niezbędnym kuminem. To bardzo arabska i cudownie pachnąca przyprawa. I to właśnie ona nadaje potrawom smak prosto z Bliskiego Wschodu. I oczywiście dodatek świeżej mięty.

Brik czyli tunezyjskie pierożki

Potrzeba:


200 g tuńczyka z puszki, odsączonego
100 g mrożonego szpinaku
5 cebulek dymek posiekanych
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
3 łyżki posiekanej świeżej mięty
2 średnie starte na drobnej tarce marchewki
3 średnie ugotowane i rozgniecione ziemniaki
1 jajko
skórka otarta z 1 cytryny
kumin
sól, pieprz
8-10 płatów ciasta na brik lub ciasta filo
oliwa z oliwek
ziarna sezamu

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni (termoobieg).
Mieszamy w misce wszystkie składniki nadzienia: ziemniaki, marchewkę, szpinak, dymkę, natkę, miętę, skórkę z cytryny, jajko. Doprawiamy do smaku kuminem, solą i pieprzem.
Rozkładamy jeden arkusz ciasta smarujemy go oliwą i nakrywamy drugim. Kroimy w podłużne pasy.
Nakładamy na każdy pas nadzienie i zawijamy briki tak żeby powstał trójkątny pierożek.
Pierożki układamy na wyłożonej papierem blaszce. Smarujemy je oliwą i posypujemy sezamem,
Pieczemy ok. 15-20 minut, aż będą złote. Podajemy jeszcze ciepłe lub na zimno. Znakomicie pasuje do nich tzatziki.




piątek, 13 kwietnia 2012

sałatka z rukoli

Boska! Pachnąca i chrupiąca. Szybka do zrobieni i szalenie efektowna w smaku. Znakomicie pasuje jako dodatek do makaronu. Z tym, że makaron musi być w lekkim sosie. Na przykład cytrynowym, z krewetkami. Odpadają wszystkie sosy mięsne. Przepis nieocenionego Jamiego Olivera z absolutnie genialnej książki "30 minut w kuchni". Kto nie ma niech natychmiast kupuje. Ta książka to dla współczesnej gospodyni wynalazek na miarę internetu. Polecam ją wszystkim znajomym Paniom domu. Nieznajomym też!

Potrzeba:

opakowanie rukoli
ząbek czosnku
łyżkę nasion kopru włoskiego czyli kuminu rzymskiego
paczkę pancetty lub boczku wędzonego w plastrach
trochę listków świeżej mięty i świeżego estragonu
dużą garść winogron czerwonych, zielonych lub mieszanych
ocet balsamiczny
sok z cytryny
oliwę extra vergine
sól i świeżo zmielony pieprz

Na suchą podgrzaną patelnię kładziemy plasterki pancetty lub boczku i dodajemy zgnieciony, nieobrany ząbek czosnku.  Kiedy plasterki przyrumienią się z jednej strony odwracamy je i posypujemy nasionami kopru.
Rukolę rozkładamy na półmisku, posypujemy listkami mięty i estragonu. Dodajmy pokrojone na połówki winogrona. Na wierzchu układamy plasterki pancetty i posypujemy ziarnami kopru.
Skrapiamy sałatkę sokiem z cytryny i octem. Solimy i pieprzymy i na końcu skrapiamy oliwą. Ostatnio wolę tak doprawiać sałatę, a nie wcześniej wymieszanym sosem, bo łatwiej zachować właściwe proporcje. Sosu zawsze jest za dużo i sałata "tonie" w oliwie. Smacznego!


 

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Mazurki czas zacząć

Przed nami Wielkanoc. Najwyższa pora pomyśleć o mazurkach. Dla mnie są kwintesencją wielkanocnych słodyczy. Pamiętam jak piekłyśmy z Mamą 10 rodzajów mazurków, które były układane na wielkiej srebrnej tacy w przepiękną, apetyczną i pachnącą szachownicę. I co roku wybieraliśmy ten, który nam najbardziej smakował. Najczęściej wygrywał orzechowy albo bakaliowy. Chociaż zawsze byli miłośnicy klasyki czyli kajmakowego. Ja natomiast najbardziej lubię pomarańczowy. Jest świeży, lekki w smaku i bardzo wesoły w kolorze.
Mazurki pieczemy na kruchym cieście albo na waflach. Podaję 3 moje ulubione przepisy. Niestety nie mam jeszcze zdjęć, więc na razie trzeba je sobie wyobrazić. A może jak już upieczemy to powymieniamy się zdjęciami i wrażeniami? Ja w tym roku zamierzam zrobić zupełnie nowy mazurek chałwowy. Podobno jest rewelacyjny. Wrażenia za tydzień. Radosnych Świąt!


Kruche ciasto na mazurki

Potrzeba:

 300 g mąki
200 g masła
100 g cukru pudru
2 żółtka
5 łyżek śmietany
szczyptę soli

Mąkę mieszamy z cukrem i solą. Dodajemy pokrojone na kawałki masło. Siekamy nożem. Dodajemy żółtka i śmietanę i szybko zagniatamy ciasto. To jest metoda tradycyjna. Ja od dawna wszystko wrzucam do miksera (robota kuchennego) i naciskam na guzik. Mikser szybko zagniata ciasto i z głowy. Trzeba tylko pamiętać o pokrojeniu masła na kawałki.
Ciasto trzeba przynajmniej na godzinę włożyć do lodówki. Można też zrobić je dzień lub dwa wcześniej. Podana proporcja wystarcza na jeden duży lub dwa mniejsze mazurki.
Ciasto pieczemy w blaszce w temperaturze 200 stopni (bez termoobiegu!) około 15 - 20 minut. Musi się lekko zrumienić. Dobrze jest posmarować blaszkę masłem, wtedy ciasto na pewno nie przyklei się i łatwiej będzie je wyjąć.

Mazurek pomarańczowy

 Potrzeba:

upieczony spód z kruchego ciasta wg powyższych proporcji
4 pomarańcze
2 cytryny
500 g cukru
100 g płatków migdałowych


Pomarańcze i cytryny parzymy wrzątkiem. Kroimy na ćwiartki i mielemy w maszynce do mięsa. Pomarańczy ani cytryn nie obieramy ze skórki! Mielemy je razem ze skórką.
Wszystko wrzucamy do garnka, zagotowujemy i dosypujemy cukier. Gotujemy na małym ogniu, często mieszając (uwielbia się przypalać!) około 40 minut. Wsypujemy większość migdałów, zostawiając odrobinę do dekoracji. Odstawiamy do ostygnięcia. Wystudzoną masę rozsmarowujemy na upieczonym kruchym spodzie. Po wierzchu posypujemy resztą płatków migdałowych, a jak mamy inwencję to dekorujemy bardziej "wielkanocnie".

Mazurek bakaliowy

Potrzeba:

upieczony spód z kruchego ciasta wg powyższych proporcji
500 g posiekanych bakalii (rodzynki, skórka pomarańczowa, migdały, kandyzowane wiśnie, figi, morele, co kto lubi)
1 żółtko 
1 jajo
70 g cukru pudru
70 g masła
aromat waniliowy lub cukier z prawdziwą wanilią lub ziarnka z pół laski wanilii
50 g mielonych migdałów
30 g tartej bułki
sok z połowy cytryny
konfitura z płatków róży


Upieczone kruche ciasto smarujemy konfiturą z płatków róży. Na to wysypujemy posiekane bakalie.
Żółtko i jajo ucieramy z cukrem pudrem. Dodajemy migdały, tartą bułkę, wanilię, sok z cytryny i roztopione masło. Masą polewamy bakalie i zapiekamy w piekarniku w temperaturze 180 stopni do zrumienienia, około 10-15 minut. Studzimy. Jedząc delektujemy się bakaliami i aromatem róży. Połączenie jedyne w swoim rodzaju. Cudowne!

Mazurek orzechowy

Potrzeba:

 250 g mielonych orzechów włoskich
250 g cukru pudru
3 jajka
100 g masła
60 g mąki 
sok z jednej cytryny
szczyptę soli
wafel
kilka połówek orzechów włoskich do dekoracji

Masło ucieramy dodając po kolei żółtka i 175 g cukru, orzechy, mąkę i sok z cytryny.
Masę rozsmarowujemy na waflu. Wafel oczywiście kładziemy na blaszce do pieczenia.
Białka ubijamy na sztywno z solą, na końcu dodając pozostały cukier (75 g). Wykładamy ubite białka na masę orzechową i na wierzchu dekorujemy połówkami orzechów.
Pieczemy 30 minut w temperaturze 160 stopni (nie termoobieg).
Kroimy bardzo ostrym nożem. Jest bardzo orzechowy w smaku, przepyszny.


Tak prezentowały się nasze mazurki na wielkanocnym stole. Pierwszy z lewej chałwowy, z tyłu bakaliowy, za nim marcepanowy, pomarańczowy i na pierwszym planie kajmakowy. Kajmakowy pobił wszelkie rekordy popularności, nie było go już drugiego dnia Świąt.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Ziołowy chlebek wielkanocny

Pieczenie chleba w domu to czysta przyjemność. I wcale nie trzeba mieć dużo wolnego czasu. Większość przepisów jest łatwa i szybka. Trzeba tylko dać mu czas na wyrośnięcie. Ale kiedy ciasto rośnie my możemy zająć się zupełnie czymś innym. A potem jak już chleb piecze się w piekarniku dom napełnia się cudownym zapachem, że nie wspomnę o smaku świeżo upieczonego, jeszcze ciepłego chleba.
Poniższy przepis  jest prosty, pachnący ziołami i czosnkiem. Wykorzystuję go w ciągu całego roku, ale myślę, że znakomicie będzie pasował do wielkanocnego śniadania. Zioła mogą być dowolne, warto pamiętać o szczypiorku. Ja zawsze dodaję 4-5 różnych ziół posiekanych razem. Polecam.

Potrzeba:

250 g mąki
1/2 szklanki mleka
20 g świeżych drożdży
30 g masła
1 łyżeczkę cukru
1 łyżeczkę soli
1 wyciśnięty ząbek czosnku
posiekane świeże zioła: oregano, bazylię, zieloną pietruszkę, majeranek, szczypiorek, tymianek
trochę mleka lub jajko do posmarowania wierzchu chleba

Drożdże rozpuszczamy w ciepłym mleku razem z cukrem. Masło roztapiamy. Dodajemy wszystko do mąki i wsypujemy łyżeczkę soli. Ciasto wyrabiamy aż będzie gładkie i lśniące. Ja robię to przy pomocy miksera Kitchen Aid, który jest cudowny, bo robi to sam. Można też użyć zwykłego miksera lub robota kuchennego.
Wyrobione ciasto zostawiamy do wyrośnięcia na około godzinę. Pamiętamy o przykryciu ściereczką.
Kiedy ciasto wyrośnie dodajemy do niego posiekane zioła i czosnek. Zagniatamy, formujemy chlebek i wkładamy do foremki. Powyższa proporcja wystarcza na małą prostokątną, tzw. pasztetową foremkę. Ja od jakiegoś czasu używam foremek silikonowych, które nie wymagają smarowania. Bardzo polecam są super wygodne i ciasto po upieczeniu jest wilgotniejsze. Jeśli jednak używamy formy blaszanej trzeba ją wysmarować masłem i wysypać mąką. Chlebek przykrywamy ściereczką i zostawiamy znowu do wyrośnięcia na około pół godziny.


Wierzch smarujemy mlekiem lub roztrzepanym jajkiem i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy 40-50 minut. Po upieczeniu dość szybko wyjmujemy z formy i zostawiamy do wystygnięcia. Na ciepło też jest dobry!